czwartek, 8 listopada 2012

a dziś troszke o jedzeniu

Lubię jesienne wieczory. U mnie zawsze pali się świeca, a ostatnio dodatkowo tealight pod fondue. A w środku......mmmmm pyszna masa serowo-śmietankowo-czosnkowa ( z kropelką Martini Rosato) . Siedzimy sobie z mężem cichymi wieczorami koniecznie na podłodze, i maczamy kawałki tostów w gorącej masie.


 Kiedy nasze żołądki zakleją się już od serka, czas na coś słodkiego. W tym przypadku pomoc nadciąga ze strony Milki. Pod czujnym okiem promocyjnego aniołka, podwyższamy sobie poziom cukru. 


Lubię jesienne wieczory, dają mi dużo ciepła, bezpieczeństwa, energii na następny dzień. 
Napisze Wam w sekrecie, że nie mogą już się doczekać śniegu. Po taki śnieżnym i mroźnym spacerze, gorące kakao smakuje najlepiej.

poniedziałek, 5 listopada 2012

imprezka

Jestem chyba dziwna. Dlaczego ? Znalazło by się kilkadziesiąt powodów by mnie tak nazywać. Jednym z nich jest to że lubię imprezy rodzinne.....urodziny, imieniny, święta etc.
Spotkania z najbliższą rodziną i ze znajomymi dają mi energię.
Ostatnim takim spotkaniem był roczek mojej Aduli.
I tu nastąpi "mała" autopromocja i chwalipięctwo.
Pół dnia stałam w kuchni, żeby wymodzić taki tort córce.



Były też

Paluszki udające duszki:

 Orzechy włoskie udające dynie:


Słoiki udające lampiony   


Dynie zrobioną na ciasto:

A na końcu Ada wyciągnęła kuchenną trzepaczkę, czyli nadchodzi polska Nigella Lawson :)

I minął pierwszy roczek....magiczny czas.....jaki był.....hmmmm zupełnie inny niż pierwszy rok starszej córy :)


sobota, 3 listopada 2012

roczek

 
    Gdy ROK temu przyszłaś na ten świat
moje życie całkiem rozjaśniało...
Jesteś moim światełkiem-
tak przecież być musiało!
Dziękuję Ci że jesteś,
że śmiejesz się i płaczesz,
że czasem tak na mnie patrzysz...
tak jakoś pięknie,inaczej.
Dziękuję Ci, że czasem
jestem przy Tobie zmęczona.
Dziękuję,dziękuję,dziękuję,
że mogę Cię trzymać w ramionach !!!!






piątek, 2 listopada 2012

a w sobotę.....

.....To już jutro
......nie mogę uwierzyć że tak szybko minęło

sobota, 27 października 2012

jaram się

Napadało śniegu...wiem że może za wcześnie....wiem że zimno i mokro....ale jak miałam dziś rano taki widok za oknem....


to się tak podjarałam, że z miejsca zapuściłam świąteczne i zimowe piosenki, a kiedy młodsza gwiazda udała się na poobiedni odpoczynek, z Ami wzięłyśmy się za konsumpcję mandarynek, a co za tym idzie ruszyła produkcja świeczniczków.......


  Mam zamiar ładować się atmosferą zimowa-świąteczną jak amerykański indyk farszem....
a w chwili obecnej na odfaszerowanie czaka nasza piękna dynia.....ojj lampion będzie jak ta lala...(chociaż powinno w sumie być "jak ten potwór" a nie jak ta lala) :)


Będzie dynia w occie, dynia pieczona, dyniowa zupa, dyniowa tarta...i trochę zamrożę....... :P
a tak apropo jedzenia to polecam, brukselkę z orzechami i boczkiem. Ja osobiście nie przepadam za tym warzywem, jedyny wyjątek to w wersji na surowo w surówce z majonezem. Lecz gdy tak czarodziejsko podsmażymy boczuś, dodamy orzechów włoskich i ugotowaną brukselkę i trochę pomerdamy wszystko na patelni....mmmmm...cud miód i orzeszki :D





środa, 24 października 2012

zimna jesień..

Ogłaszam sezon na:

1. Ciepłe skarpety

Moje stare ukochane skarpety, zakłądam je tylko zimnymi wieczorami....więc są stare ale jare :D


2. Świeczki

Wieczorami palą się u mnie takie zwierzakowe kubeczki.


3. Weki

Grzybki w occie z weekendowego grzybobrania.


4. Gorące kakao.

To jest filiżanka którą bardzo bardzo lubię....dostałam ją od ciotki i od czasu do czasu degustuję z niej gorące płyny.


 5. Mgieł

  Mglista noc...widok z mojego okna.

niedziela, 21 października 2012

kosmetyki

Łooo matusiu jak cudnie na dworze, ta temperatura, słoneczko, kolory liści......achów i ochów nie ma końca :) Z takimi zachwytami wyruszyliśmy na długi spacer niedzielny :)



W sobotę mimo przepięknej pogody, pół dnia spędziłam w budynku......wybyłyśmy razem z Paulą na Targi urody....miałam nadzieję że będzie tam jakaś nowa miksturka którą się pije i po tygodniu się ma ujędrnione ciało, zero zmarszczek, zmniejszenie brzucha, powiększone cycki i całkowicie brak włosów na łydkach i pachach. Niestety nic takiego jeszcze ni wymyślili :(

Z braku laku zaopatrzyłam się w takie polepszacze urody.....aha no i jak to na takich targach bywa obdarzono nas lawiną próbek.





Co do samych targów....ludzi pełno, stoiska wypełnione wszelakimi kosmetykami, połowy firm nie znałam i pierwszy raz na oczy widziałam, co chwila ktoś wciska jakieś ulotki, po godzinie chodzenia nogi bolą, ręce bolą ( od tachania torebek z ulotkami), w żołądku zaczynają kiszki grać marsza...........czyli jest SUPER bo to jest to co mama (czyt. kura domowa ) kocha :D

Następny w planach wypad to Targi Dobrej Książki :)